Budzę się rano i wcale nie czuję się wyspana, jednak nie zasypiam. Oczy ciążą, ciało jest napięte. Leżę w mięciutkim łóżeczku, czuję świeże powietrze zza okna...Spałam całą noc i dziękuję za to. Piękny wczorajszy dzień, poukładane emocje. Dom, w którym mieszkam jest idealny dla moich potrzeb. Cichy, przestronny, zadbany, są ludzie, szanują rzeczy. Myślę, jak tu zacząć dzień, żeby jak najszybciej doprowadzić się do stanu używalności i pogody. Robię zieloną kawę, układam naczynia. Idę na werandę.. nie... na stolik w ogrodzie. Siadam na trawie...Czym jest ta pustka? Co w niej jest? Samotność...Moje myśli trafiające w otchłań. Robię ćwiczenie z gimnastyki słowiańskiej ze średniego świata, w którym kładzie się głowę na ziemi. Dotykam trawy, czuję ziemię, widzę żyjącą naturę, która mnie przyjmuje. Czuję swoją skórę. Idzie robaczek. Och, jak się cieszę, że go widzę. Po raz pierwszy może w życiu taką radość sprawia mi jakiś chodzący robal. On żyje, on jest obok mnie, więc nie mogę być samo...
Posty
Wyświetlanie postów z lipiec, 2020