Recovery
Dzisiaj czuję autentycznie pierwszy dzień wiosny. Wczoraj w rękawiczkach i kurtkach.
Dzisiaj na polu jest cieplej niż w domu, można się grzać od słońca:)
Ja czuję, jakbym obudziła się z głębokiego snu po wielu latach. Jakbym właśnie kończyła ciemny okres mojego życia.
Zatoczyłam koło po 10 latach w Gdańsku.
I teraz znów stoję na rozdrożu Kraków - Jasło - Krosno - i dom.
Zakręt życiowy - ale w pełni pozytywny.
" Po co Ci dom - przecież macie już dwa domy" - to słowa mamy. "Ale to Wasze domy" - odpowiadam z przekąsem rozglądając się po pokoju, w którym nie da się już nic wcisnąć, ledwo da się przejść, od czasu do czasu próbuję coś wynieść, coś poprzekładać, ale jakimś takim półprawem, bez nadziei, że z następnym przyjazdem zastanę skrawek przestrzeni.
Mimo wszystko ogarnęło mnie wzruszenie, że należę do tego domu, a nie jestem jakimś czasowym gościem i to, czy zechcę zbudować coś swojego, zależy ode mnie - od moich głębokich i prawdziwych pragnień, a nie od sytuacji zewnętrznej.
Tutaj, w Złotym Runie ćwiczyłam na pianinie, uczyłam się i biegałam po polu. A teraz jestem nauczycielką po studiach.
Studia... Teraz też pamiętam już tylko pozytywne rzeczy. Szum morza, piękną akademię, spacery wieczorne po Sopocie i Gdańsku.


Dzisiejszy dzień jest tak wyjątkowy i pełen nadziei! Na pełnię zdrowia, na szczęście, na ciepło i słodycz w sercu, na witalność.
Na tworzenie własnej historii, na wymarzone pisanie.
Czuję się tak jak wtedy, gdy miałam 10 lat. A jednocześnie z perspektywy osoby żyjącej swoimi marzeniami. Tajemniczo, romantycznie, błogo. Jak Vienna z 13 going on 30 gdy mając 30 lat, robię co chcę.

Komentarze
Prześlij komentarz