Jak uzdrowić siebie i być szczęśliwym cz. 1


Jem bardzo zdrowo. Uważam, że jestem w tym dobra i widzę namacalne efekty tych moich wyborów żywieniowych. Choć czasem pozwalam sobie skosztować fast foodów, mięsa, nabiału albo użyć sosów z chemicznymi dodatkami i na pewno jakieś konsekwencje to ma, jednak większy wpływ na moje zdrowie ma to, co jem zdrowego i tylko okazjonalnie daję ciału doświadczyć przyjemności i nieprzyjemności zjedzenia czegoś niezdrowego. Najlepsza moim zdaniem jest dieta wegańska 80% surowych posiłków,
a 20% gotowanych.
Dla niektórych jedzenie nie ma takiego znaczenia. Byle by było smaczne, ugotowane. Najlepiej dobra szynka, pyszny serek, a i KFC się trafi czy zapiekanka. No i słodycze to przecież słodycz życia, jak tu bez nich żyć? I jakie to życie??
Wolą żyć krócej, albo chorować. Rozumiem.

To tytułem wstępu. O tym, czym żywimy swoje ciało. Właściwie nieświadomie myślałam przez ostatnie lata, że to ma najważniejszy wpływ na całość naszego poczucia zdrowia i szczęścia. Jeśli tak, to dlaczego inni, odżywiający się gorzej ode mnie czują się lepiej i owszem, przeziębiają się i chorują, jednak nie miewają tylu bezsennych godzin w nocy, mogą się skoncentrować na pracy,  i po prostu się cieszyć?!
Otóż dzisiaj olśniło mnie, że człowiek potrzebuje też odżywiać się duchowo, i to przynajmniej godzinę dziennie.
A to znaczy bardzo różne rzeczy. Może to być czas spędzony w lesie wśród drzew, może w ogrodzie, może na medytacji. Z tym może łączyć się aktywność ruchowa, aczkolwiek mi lepiej medytuje się w ciszy i spokoju. Kiedyś ciężko było mi wytrzymać nie robiąc nic, więc śpiewałam mantry, modlitwy, ruszałam się. Sposób na „odżywianie się” duchowe każdy musi znaleźć sam. Moment, żeby skontaktować się naszą istotą duchową, naszą boskością, albo Bogiem, jak kto woli, ale też z samym sobą.
Kolejna sprawa – to ruch – tu każdy też ma inaczej, i każdego czasem łapie o to lenistwo. Ja mam teraz tak, że ze stanem różnych moich bolączek – których przyczyny są różne – bez porządnej dwudziestominutowej jogi jestem raczej nieefektywna w czymkolwiek, bo mnie po prostu boli. Czasem stawiający do pionu jest też taniec albo bieg.
Aktualnie pracuję nad tym, żeby być w miarę wyspana i dzięki temu bardziej efektywna w ciągu dnia. 
I jeszcze została kwestia emocji i ludzi, ale to innym razem:)



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Recovery

Poddanie - fragment filmu i mantra

Niezrealizowanie planu