Depresja
Atakująca czasem znienacka, a czasem przypominająca o sobie tylko w mgliste poranki. Co się kryje w tym poczuciu beznadziei i niechęci do życia? Pustka zwykłości i poczucie bycia nie tak, może brak poczucia zrozumienia.
Tak szczerze mówiąc, to nie wiem, ile lat tak naprawdę cierpię na tę przypadłość. Jakoś w gimnazjum się zaczęło, a wcześniej to tylko "stany depresyjne" a może po prostu popadanie w rozpacz. Lata terapii indywidualnej pomagały, ale też - ironicznie mówiąc - przygotowały mnie do grupowej. Znów biorę się za temat od ciemnej strony, bo mogłam przecież napisać tytuł - Odnaleźć szczęście, albo Budowanie szczęścia albo Momenty szczęścia esencją życia. Ale jakoś tak nie mam siły. Choć te momenty - dni szczęścia też są.
Różne są oblicza depresji. Ludzie nieraz całe życie przeżywają, nie wiedząc, że ją mają, i że można czy powinno się leczyć. Ja już wiem. Kurcze, tak sobie myślę. Niby życie ludzi z taką "niewidoczną" depresją nie różni się za wiele od życia innych, ale jednak jest tak, że mnóstwo, mnóstwo energii pochłania poprawienie sobie humoru i utrzymanie nastroju na tyle, żeby móc działać, pracować, normalnie funkcjonować. Ja nawet myślę, że to mega marnowanie czasu! I nieraz tak jest jak dzisiaj. Niby przespałam te 8 godzin, a spać mi się chce, przy czym zasnąć nie mogę, nawet biorąc tabletkę. Ciężko mi zając się jakąś czynnością na dłużej, jeśli chodzi o czynności kuchenne, to udało mi się przysmażyć ( i przy okazji przypalić) marchewkę, polać ją oliwą, posypać solą - po czym czułam się absolutnie wyczerpana. I co chwila na płacz mi się zbiera, a już jak mam z kimś pogadać, to totalnie. Jeśli skupię się na czymś i mi idzie - teraz na przykład piszę, wcześniej też pograłam z 15-20 min, to objawy przechodzą na ciało. ciężko mi się oddycha, czuję mega napięcie w szyi i ogólnie całym ciele.
CO POMAGA?
Moje ostatnie odkrycie - kawa - sprawia, że myśli są spokojniejsze i pogodniejsze. I joga - tylko czuję lęk związany z tym, że mam się na czymś skupić. I paradoksalnie - lęk przed tym - że będzie dobrze. Że okaże się, że wystarczyło jakąś prostą rzecz zrobić - bym czuła się normalnie... WIEELKI WYSIŁEK.
Ogólnie taki dzień trzeba sobie wytłumaczyć, znaleźć przyczyny w emocjach, wydarzeniach, nazwać to wszystko, posiedzieć z tym. Może to być trudne, gdy jest się szargany nerwami, ale skuteczne. Najlepiej za dużo nie robić. Posiedzieć w spokoju, ciszy, może medytacji. Pić herbatki. I pasowałoby coś jeść - jakieś gotowane posiłki - w zimie, a w lecie - świeże warzywa.
Co jest chyba najtrudniejsze, to świadomość, że twoi rówieśnicy i ludzie zdrowi - są już w innym punkcie rozwoju zawodowego, związkowego, emocjonalnego, bo nie popadają w takie stany i mają stabilny mechanizm psychiczny broniący ich przed załamywaniem się.
Może być pocieszeniem to, że nie ma ich aż tak dużo:P i czasem niewłaściwie swój potencjał wykorzystują:P
DŁUGOFALOWO
Terapia - w miarę możliwości intensywna i grupowa, z przerwami na indywidualną.
Równocześnie bardzo ważny jest rozwój duchowy. Nie wiem czy równoznaczny, jednak wydaje mi się niezbędny. Trzeba mieć wiarę w coś, co porusza słońce i gwiazdy - i nasze byty - czasem wydające się tak ułomnymi. Trzeba sobie znaleźć coś - kościół, spotkania medytacyjne, własne sesje z youtubem, czy nawet boga-przyrodę, która da nam poczucie sensu.
Amen
Tak szczerze mówiąc, to nie wiem, ile lat tak naprawdę cierpię na tę przypadłość. Jakoś w gimnazjum się zaczęło, a wcześniej to tylko "stany depresyjne" a może po prostu popadanie w rozpacz. Lata terapii indywidualnej pomagały, ale też - ironicznie mówiąc - przygotowały mnie do grupowej. Znów biorę się za temat od ciemnej strony, bo mogłam przecież napisać tytuł - Odnaleźć szczęście, albo Budowanie szczęścia albo Momenty szczęścia esencją życia. Ale jakoś tak nie mam siły. Choć te momenty - dni szczęścia też są.
Różne są oblicza depresji. Ludzie nieraz całe życie przeżywają, nie wiedząc, że ją mają, i że można czy powinno się leczyć. Ja już wiem. Kurcze, tak sobie myślę. Niby życie ludzi z taką "niewidoczną" depresją nie różni się za wiele od życia innych, ale jednak jest tak, że mnóstwo, mnóstwo energii pochłania poprawienie sobie humoru i utrzymanie nastroju na tyle, żeby móc działać, pracować, normalnie funkcjonować. Ja nawet myślę, że to mega marnowanie czasu! I nieraz tak jest jak dzisiaj. Niby przespałam te 8 godzin, a spać mi się chce, przy czym zasnąć nie mogę, nawet biorąc tabletkę. Ciężko mi zając się jakąś czynnością na dłużej, jeśli chodzi o czynności kuchenne, to udało mi się przysmażyć ( i przy okazji przypalić) marchewkę, polać ją oliwą, posypać solą - po czym czułam się absolutnie wyczerpana. I co chwila na płacz mi się zbiera, a już jak mam z kimś pogadać, to totalnie. Jeśli skupię się na czymś i mi idzie - teraz na przykład piszę, wcześniej też pograłam z 15-20 min, to objawy przechodzą na ciało. ciężko mi się oddycha, czuję mega napięcie w szyi i ogólnie całym ciele.
CO POMAGA?
Moje ostatnie odkrycie - kawa - sprawia, że myśli są spokojniejsze i pogodniejsze. I joga - tylko czuję lęk związany z tym, że mam się na czymś skupić. I paradoksalnie - lęk przed tym - że będzie dobrze. Że okaże się, że wystarczyło jakąś prostą rzecz zrobić - bym czuła się normalnie... WIEELKI WYSIŁEK.
Ogólnie taki dzień trzeba sobie wytłumaczyć, znaleźć przyczyny w emocjach, wydarzeniach, nazwać to wszystko, posiedzieć z tym. Może to być trudne, gdy jest się szargany nerwami, ale skuteczne. Najlepiej za dużo nie robić. Posiedzieć w spokoju, ciszy, może medytacji. Pić herbatki. I pasowałoby coś jeść - jakieś gotowane posiłki - w zimie, a w lecie - świeże warzywa.
Co jest chyba najtrudniejsze, to świadomość, że twoi rówieśnicy i ludzie zdrowi - są już w innym punkcie rozwoju zawodowego, związkowego, emocjonalnego, bo nie popadają w takie stany i mają stabilny mechanizm psychiczny broniący ich przed załamywaniem się.
Może być pocieszeniem to, że nie ma ich aż tak dużo:P i czasem niewłaściwie swój potencjał wykorzystują:P
DŁUGOFALOWO
Terapia - w miarę możliwości intensywna i grupowa, z przerwami na indywidualną.
Równocześnie bardzo ważny jest rozwój duchowy. Nie wiem czy równoznaczny, jednak wydaje mi się niezbędny. Trzeba mieć wiarę w coś, co porusza słońce i gwiazdy - i nasze byty - czasem wydające się tak ułomnymi. Trzeba sobie znaleźć coś - kościół, spotkania medytacyjne, własne sesje z youtubem, czy nawet boga-przyrodę, która da nam poczucie sensu.
Amen
Komentarze
Prześlij komentarz