Na krakowskim rynku
W ciepły poranek o 9.15 w eleganckiej sukience zmierzam w stronę sukiennic, biorąc łyk pysznej czarnej herbaty "Blue moon" z kubka termicznego. Czuję się lekko podekscytowana zbliżającą się pracą. Nagłośnienie podpięte, klienci o dziwo już się pojawiają niezrażeni tak wczesną porą. To turyści ciekawi nowego dnia od wczesnych godzin.
Stylowe wnętrza lokalu, gwar ludzi na krakowskim rynku i gulgotanie gołębi. Gram najpierw Dream a little dream, potem Deszcz francuskiej Zaz i walc Chopina. Czuję jak muzyka cudownie przenika się z innymi dźwiękami tętniącego życiem miasta. Pięknie. Przed jedenastą z gwarnego centrum robi się już stereo wszystkiego. Przychodzi gitarzysta z nagłośnieniem, parada orkiestry wojskowej, a ja na fortepianie z moimi delikatnymi melodiami...choć potrafię też grać dosadniej, tu jednak nagłośnienie nie oddaje subtelności, więc kapituluję. Kończę, zarobiłam niedużo, ale jestem szczęśliwa. Wiem, że robię coś fajnego

Komentarze
Prześlij komentarz