Szczęście jest wtedy, gdy jest RÓŻNIE
...ważniejsze od miłości jest poczucie bezpieczeństwa
Po pierwsze - wszystko zależy od tego, jakie będzie Twoje nastawienie, a nie okoliczności, a po drugie - okoliczności do szczęścia trzeba sobie stworzyć. Cała trudność polega na rozpoznaniu, które rozwiązanie należy zastosować.
Dzisiaj czuję autentycznie pierwszy dzień wiosny. Wczoraj w rękawiczkach i kurtkach. Dzisiaj na polu jest cieplej niż w domu, można się grzać od słońca:) Ja czuję, jakbym obudziła się z głębokiego snu po wielu latach. Jakbym właśnie kończyła ciemny okres mojego życia. Zatoczyłam koło po 10 latach w Gdańsku. I teraz znów stoję na rozdrożu Kraków - Jasło - Krosno - i dom. Zakręt życiowy - ale w pełni pozytywny. " Po co Ci dom - przecież macie już dwa domy" - to słowa mamy. "Ale to Wasze domy" - odpowiadam z przekąsem rozglądając się po pokoju, w którym nie da się już nic wcisnąć, ledwo da się przejść, od czasu do czasu próbuję coś wynieść, coś poprzekładać, ale jakimś takim półprawem, bez nadziei, że z następnym przyjazdem zastanę skrawek przestrzeni. Mimo wszystko ogarnęło mnie wzruszenie, że należę do tego domu, a nie jestem jakimś czasowym gościem i to, czy zechcę zbudować coś swojego, zależy ode mnie - od moich głębokich i prawdziwych pragnień, a nie od sytuacj...
W tej scenie jest moment, kiedy ogarnia mnie szczególne poruszenie. Gdy zreygnowany Aragorn upada na kolana. Widzę w tym pewną akuratność. Uczucie, kiedy widzisz, że nic się nie zmienia i nic nie możesz zmienić i jedyne co zostaje, to w tym być. A nawet okrutnym by było chcieć coś od tego swojego "ja" żeby robiło inaczej. Zaakceptować te zgliszcza i je przyjąć. Jest to na pewno punkt wyjścia do tego, żeby potem pojawiła się z kolei nadzieja lub inne "budujące" uczucie. Choć czasem melancholia jest już osiągnięciem. Ważne dla mnie jest próba przyjęcia uczuć jako własnych i próba odejścia od obarczania innych odpowiedzialnością za swoje uczucia, choć automatycznie może się to dziać i to też trzeba zaakceptować i przeczekać, gdy pojawi się konflikt. Poddanie do "szarej" rzeczywistości Ta mantra poniżej kojarzy mi się podobnie, bo słyszę w niej pewien spokój w podróży, która nie ma końca, ale są odpoczynki w nocy.
Piękny poranek. Prawie 9 godzin snu. Cieplutko pod kołderką, poza nią niekoniecznie. W kominku nie wszystkie drwa się wypaliły, więc na szybko coś dorzucam i próbuję zapalić. Nie bardzo da się szybko. Woda z błonnikiem i bakteriami. Ma być komfortowo - Nic nie powinnam - powtarzam sobie, otwierając drzwi na zewnątrz i wdychając rześkie ranne powietrze. Cudni ptaki śpiewają, szum drzew. Nie słychać nic więcej:) Wejść do wanny. Brr Cieplutka woda. A teraz zimna. Wbrew pozorom to zimny prysznic daje szanse na rozgrzanie:) Tak, troszkę się zmuszam do tego. Pyszna kawa Muzyka? Tak, inspiracje z filmów Godzinę później jestem już gotowa. Jedzenie, posprzątane. Idealnie gotowa. Nie muszę dzisiaj biec. Łał! * * * Wolno podjeżdżający autobus kojarzy mi się ze sceną z Północ w Paryżu , gdy o północy w uroczym zakątku Paryża przyjeżdżała taksówką z lat 20. i zabierała Gila do tamtych lat. Ten autobus zabiera mnie właśnie z przecudnej wioski do...
Komentarze
Prześlij komentarz